Archiwa autora: aniasarayu

O aniasarayu

Moje imię, Anna/Hannah, z hebrajskiego znaczy - łaska, Sarayu to określenie - imię Ducha Świętego, jego tchnienia, powiewu (zainteresowanych odsyłam do lektury "Chaty" W.P. Younga). Jestem ciekawa świata i ludzi. Uwielbiam czytać. Pragnę zachować młodą duszę. Pomimo starzejącego się ciała, chcę, aby moje serce zachowało młodzieńczy rytm. Chcę patrzeć na świat z Bożej perspektywy, umieć dostrzegać zawsze więcej dobra niż zła, więcej miłości niż nienawiści. Uczę się tego nieustannie. Chcę też zawsze pamiętać, że niezależnie od tego, co łączy lub dzieli ludzi - "jesteśmy razem w sercu Boga". Serdecznie zapraszam Cię w moje blogowe progi.

Co mam w sercu?

Co mam w sercu?

Oglądania youtuberów ciąg dalszy. Dziś skupiłam się na Włodku Markowiczu i Joli Szymańskiej.
Obejrzałam poradnik Włodka „Jak zostać youtuberem”. Przede wszystkim – zostać sobą; mówić, o tym, co mam w sercu, nie udawać innego. To bardzo utwierdzające mnie w tym, co sama myślę. Inspirujące było też to, że najważniejszy, wg WM, jest ów przekaz płynący z serca, to czym chcę się podzielić ze światem, czym chcę go ubogacić. W dalszej kolejności liczy się sprzęt do nagrywania i audio. Zważywszy na to, że nie mam pojęcia ani o jednym, ani o drugim, cieszę się, że przynajmniej zdarza mi się coś ubogacającego odkryć i przekazać. Jedyne, co blokuje – to obawa przed oceną… Tak, Włodek też o tym wspominał.
Jola bardzo ciekawie opowiada o swojej pracy i o tym, jakie teraz ma ona miejsce w jej życiu. Ta młoda kobieta już od kilku lat jest dla mnie inspiracją. Uwielbiałam jej blog, jeszcze pod nazwą „hipsterkatoliczka”. Teraz w miarę możliwości oglądam kolejne odcinki vloga. Widzę jej rozwój, jej pytania, rozterki i to jest niesamowicie ciekawe, czasami odkrywcze, a czasami utwierdzające, że nie tylko „ja tak mam”.
Inną osobą, którą szczerze podziwiam, jest Paulina Mikuła, autorka „Mówiąc inaczej”. Ma niesamowity dar mówienia o języku polskim w sposób przystępny i jasny. Sama często korzystam z jej porad – również podczas lekcji. Wiem, że uczniom się podoba (czasami nie wiem, co/kto bardziej – przekaz czy prowadząca 😉).
Dlaczego o nich piszę? Bo podziwiam determinację, z jaką robią to, co robią. „Czuję” ich autentyczność i zaangażowanie, i prawdę.
Nie, nie będę niczyją kopią – nie mam zamiaru. Szukam swojej drogi, swojego miejsca w tym gąszczu internetów. Inspirują mnie wyżej wymienieni i kilka innych osób, bo są autentyczni, bo pracują z miłością, oddaniem. 


Myślę, że życie przynosi mi teraz mnóstwo dobrych inspiracji. Nie chcę ich zmarnować, ale z otwartością przyjąć, co mają mi do oddania. Ja przekaże dalej – bardzo chcę.
Co zatem mam w sercu? Nadzieję, pragnienie dzielenia się i obawę – co z tego wyjdzie. Staram się mieć otwarte i uważne to serce, słuchać, co mi szepcze i rozpoznawać ten najprawdziwszy Głos.

Inspiracje i kropki

Śledzę internety i szukam inspiracji dla siebie (mam więcej czasu, więc korzystam 😃). Obejrzałam sobie kilka odcinków Uli Pedantuli i Joli Szymańskiej – tak, tematyka odległa, jednak dla mnie obie są bliskie. I porządki i sprawy duchowo-życiowe.
Oglądam je, słucham, podziwiam odwagę i swobodę, i zastanawiam się, co mnie blokuje, by pójść dalej, by rozpocząć coś swojego nowego albo bardziej swobodnie i z bardziej otwartym sercem robić to, co robię. I chybaczęściowo znalazłam odpowiedź.
Opinia innych – moja zmora od chyba początku życia… Ja już i tak się mocno z niej wyleczyłam – w końcu piszę, bardziej otwarcie dzielę się moimi przemyśleniami. Jednak coś jeszcze jest zamknięte. Lęk mnie blokuje. W dużej mierze pomogła mi terapia, budowanie i odkrywanie swojej wartości w oparciu o to, kim jestem. Definiowanie siebie nie przez pryzmat tego, co mówią o mnie inni i przez ich akceptację, ale przez to że jestem – tak po prosu, człowiekiem, stworzeniem Bożym i to mi wartość nadaje. Nie tylko mi – każdemu! To jest we mnie miejsce niespójne, z rysą. Coś tam jeszcze nie jest na swoim miejscu.
Jest nad czym pracować. Postanawiam jednak rozszerzać moją strefę komfortu i próbować nowych rzeczy oraz doskonalić aktualne działania. Chcę radykalnej zmiany w moim podejściu do świata, do ludzi i do siebie samej.

Przypomniały mi się „Kropki” Włodka Markowicza (https://www.youtube.com/watch?v=O6UBkXLN4PI).
Nie chcę zatracić tej pierwotnej ciekawości i uważności w poznawaniu świata. Chcę łączyć kropki i odanjdować kolejne połączenia. Wiem, że to czyni mnie bogatszą i że może przyczynić się do ubogacenia świata innych ludzi.

A kiedy pokolorować już te kolejne połączenia (jak w tej zabawie – połącz kropki i pokoloruj), to może okazać się, że dzieło będzie bardzo kunsztowne. Tylko odwagi mi trzeba, by nie zachowywać dla siebie tych obrazów i połączeń…

Smutna i refleksyjna (dla mnie) Wielka Orkiestra

Internety zawrzały. Stało się zło. Ogromne zło. Próbuję to od wczoraj pomieścić w sobie i nie do końca umiem. Ciśnie mi się do głowy Niemen z jego „Dziwnym światem”, Szymborska z „Nienawiścią” i „Hymn o miłości”.
Ja przeżywam świat przez teksty, różne teksty. I te powyżej i te pisane na bieżąco w mediach. Przeglądam internety i widzę ich mnóstwo. Komentarzy nie czytam. Boję się, że zobaczę hejt, że zobaczę obrzucanie się obelgami, gdybanie, obarczanie winą. Słowa też ranią – jak nóż.
A fakt jest jeden – umarł człowiek, został zamordowany. Nie wiem, jakie potrzeby realizował mordujący. Nie wiem, dlaczego wybrał tak drastyczną metodę jej realizacji. Dlaczego pozbawił życia drugiego człowieka?
Smutno mi, kiedy myślę o rodzinie Prezydenta Gdańska, ale smutno mi także, kiedy myślę o rodzinie mordującego. Tragedia dotyka jednych i drugich. Tragedia dotyka również Jurka Owsiaka i wielu z nas – Polaków.
Ja myślę coraz mocniej, intensywniej, że dopóki nie będziemy chcieli mieć relacji zamiast racji, nie znajdziemy płaszczyzny, aby nasze potrzeby były zrealizowane, dopóki nie nauczymy się nazywać, rozpoznawać potrzeb i uczuć, nie znajdziemy strategii, aby je wzajemnie zrealizować – na nic zdadzą się wielkie słowa wzywające do pokoju, pojednania, miłości. One rodzą się w sercu. Wierzę, że to Bóg je tam umieszcza, a on przemawia w ciszy… (to akurat z „Milczenia”). Dlatego wśród tego zgiełku ostatnich godzin, potrzebuję jej bardzo. Żeby nie zatracić się w osądzaniu i nienawiści.
Nienawiść ma się dobrze – ale my nie jesteśmy powołani do nienawiści. Zostaliśmy powołani do miłości. A ona nie zabija, ona daje życie.
Nie więc trwają: wiara, nadzieja i miłość. I oby miłość zwyciężyła w Tobie, we mnie, w Jurku i innych, którzy wierzą, że warto mieć nadzieję… <3

U Przymierzaków i nowe plany

Dzisiejsze święto jest jakieś szczególne… Zaczęło się od Modlitwy w drodze. Mędrcy mają tylko znak – gwiazdę, swoje przeświadczenie, że ona „coś” znaczy i pragnienie, by to sprawdzić, by znaleźć Tego, kogo ona wskazuje. Nie siedzą w miejscu, ale idą, szukają, pytają, a o resztę troszczy się Bóg.
Później byłam w Pokrzywnie pod Poznaniem w domu Przymierza Miłosierdzia. Moja wspólnotowa siostra rozpoczynała dziś formację. Piękna uroczystość i bardzo ważna. W. od dziś wchodzi w inny wymiar funkcjonowania. Będzie służyć tam, gdzie zostanie posłana, będzie głosić Słowo i żyć z tego, co Pan jej da. Ja patrzę na to z ogromnym szacunkiem i proszę Jezusa, by dał jej potrzebną łaską i siłę.
Rozmawiałam tam także z H. i ona mi powiedziała, że odkąd jest gotowa iść i głosić Dobrą Nowinę, odkąd jest w domu Wspólnoty, to przestała troszczyć się o wiele spraw, także tych typowo ziemskich. Nie było to łatwe i nadal nie jest. Jednak, co dla mnie jest niesamowite najbardziej, w czasie, kiedy ona służy, Bóg troszczy się o resztę. Spełniają się słowa „Szukajcie wpierw Królestwa Bożego (…) a wszystko inne będzie wam przydane”. Szukasz Królestwa/głosisz je, a On troszczy się o Twoje sprawy (łącznie z tym, czym się umyjesz i w co wytrzesz albo co do garnka włożysz).
A jak to się ma do dzisiejszej uroczystości Objawienia Pańskiego? Dla mnie tak mianowicie, że ujrzałam pewną zależność – rusz się wreszcie, posłuchaj głosu, ujrzyj znaki i idź za nimi. Reszta przyjdzie. Mędrcy zobaczyli gwiazdę. Uznali, że znaczy coś ważnego i ruszyli się, by sprawdzić. Reszta przyszła. Pytali, szukali i znaleźli, a na koniec ostrzeżenie dostali i wrócili spokojnie (taką mam nadzieję, bo Biblia nic na ten temat nie mówi) do domu.
Na koniec dnia, już nie w Pokrzywnie, ale w drodze podczas dodatkowego/przymusowego kursu autem usłyszałam pewną obietnicę dla mnie, dla mojej przyszłości. Wierzę, że zmiany nadejdą. Jest plan, a ja chcę w niego wejść. To moja gwiazda dziś zaczęła świecić. Jeszcze nie rozpoznaję, co dokładnie oświetla jej blask, ale wiem, że świeci – na razie blado. Już niebawem zacznie świecić jaśniej, a ja zobaczę więcej, następny kawałek drogi do przejścia. Będę pytać i szukać. I wierzę, że znajdę. Nie chcę pozostać tu, gdzie jestem.
„Chętnie zrobię coś niestandardowego…” I mam nadzieję, że to właśnie się zaczyna.
Jak już zobaczę oprócz blasku kawałek drogi – podzielę się tutaj 
(Zdjęcie pochodzi z serwisu: Dayenu – design for God)

„Dziękuję” i „chętnie” :D

„Dziękuję” i „chętnie” – taki pomysł na podsumowanie (inspirację znalazłam w Internetach, m. in. na fb Różowej Żyrafy)
2018 – Dziękuję:
za moje miejsce na ziemi, za dom, w którym mieszkam, za wielkie i szczodre serce jego właścicielki; za to, że mam co jeść, za każą rzecz do ubrania; za moich bliskich, za rodzinę – tę „z krwi” i tę „od serca”; za książki, które przeczytałam i za te, które przeczytam; za wszystko co mnie ubogaciło wewnętrznie; za przyjaciół; za Porozumienie bez Przemocy, za warsztaty, w których wzięłam udział; dziękuję za bycie kobietą, za wszystko co się z tym wiąże i co z zadziwieniem odkrywam; za miłość, której doświadczam; za wszystkie godziny terapii i za terapeutkę, która mi towarzyszyła; za wszystkie godziny bycia z Bogiem, za Jego dobroć, szczodrość, miłosierdzie, cierpliwość i wolność, które mi daje; dziękuję za wspólnotę; dziękuję za każde doświadczenie cierpienia i trudu w tym roku, szczególnie za ostatnie miesiące, bo są one inspiracją, by szukać dalej zmiany, by otwierać się na to, co nowe i na życie; dziękuję za odwagę, która rodzi się w moim sercu, za pragnienie radykalnej zmiany i świadomości, za pragnienie bycia wierną sobie; dziękuję za dar życia i za Ciebie – który to czytasz 💗 a także za wszystko, czego nazwać i odkryć jeszcze nie umiem…
2019 – Chętnie:
poprowadzę dalej blog; będę wspierać siebie i innych; dalej pójdę ścieżką PbP; zmienię pracę; będę kochać; zrobię coś niestandardowego; pozwolę odejść lękowi i zbytniej trosce; nauczę się być uważną; rozwinę empatię; więcej czasu poświęcę na odpoczynek, refleksję i bycie w swoim życiu; oddam to, czego mam za dużo; chętnie zacznę bardziej ufać niż martwić się; dam szansę Bogu…
 
I proszę, abym umiała dostrzec te szanse, które mi daje, aby moje życie stało się pełniejsze i abym mogła się dzielić nim z tymi, których stawia na mojej drodze 😍
 
Niech to będzie dobry rok dla nas wszystkich💗😇

Małe podsumowanie

Kończy się kolejny rok. Dziękuję za niego z całego serca. Za każdy dzień, za wszystko, co mnie w nim spotkało. Za wszystkie radości, za Porozumienie bez Przemocy, za trudy i przeciwności, za miłość i troskę, których doświadczam…
Pracy mam mnóstwo, niekoniecznie przekładającej się na standard życia 😉ale jednak lekko go podnoszącej. Mało mnie tu było przez ostatnie miesiące. Przyzwyczajam się ciągle do większej eksploatacji mnie. I nie powiem, żeby mi się to podobało. Do tego dochodzą jeszcze wątpliwości, czy to, czym się podzielę, ma jakiś sens i czy może ubogaci czyjeś życie? Przemyślałam to po raz kolejny i dochodzę do wniosku, że większość tego, co piszą ludzie, a co ja czytam, ubogaca mnie. Czasami powkurza, czasami rozśmieszy bądź wzruszy, ale za każdym razem zatrzymuje moją uwagę na sobie. Zatem piszę…

Aktualnie pracuję u dwóch pracodawców. To ciekawe doświadczenie. Wydawać by się mogło, że jeśli instytucja ta sama, to znaczącej różnicy nie będzie. Jest jednak inaczej. Wiadomo, inni ludzie, inne władze, inne dzieciaki. Podstawa programowa niby ta sama, a jednak różnie się ją realizuje i w różnej atmosferze. I niekoniecznie jest to łatwe do pogodzenia i przyjęcia.
To, co dzieje się ze szkołami, jest dla mnie bardzo trudne. Mam jakieś przeświadczenie, że przestaję się nadawać do tej pracy. Nie odnajduję się w takim rytmie szkoły. Coraz trudniej mi pogodzić się z tym, że ciągle mam szukać nowych sposobów na nauczanie, że mam być kreatywna, multimedialna, interaktywna i nie wiem sama jaka jeszcze.
Ocenianie na koniec semestru wywołuje we mnie stres, w dzieciakach także…
Podoba mi się idea szkół demokratycznych. Nie ma ocen, uczeń wie, czego ma się nauczyć, nauczyciel mu w tym pomaga, a on na koniec roku pisze egzamin. Taka opcja uczy odpowiedzialności za siebie. Od początku nauczania dziecko wie, że także od niego zależy, czego się nauczy, jaką wiedzę zdobędzie, w jaki sposób itp. Nie chcę narzekać na przeładowany program aktualnej podstawówki czy na formułę egzaminu, wiem jednak, że sama nie chciałabym być uczniem w takim tyglu.
Bogu dziękuję za wolny czas między świętami. Myśli o powrocie 2 stycznia do szkoły wywołują dziwne uczucie skrętu w okolicy żołądka – to chyba nie jest dobry objaw 🤨😉
Wierzę, że znajdę strategię i miejsce dla siebie. Szukam i próbuję, i coś znajdę. Ale o tym kiedy indziej…

Ślub, uczciwość, błogosławieństwo…

Zbliża się pewien ślub, na którym jestem zaproszona. Czuję się wyjątkowo nerwowa. Lubię śluby. Z tym jednak związane jest dużo różnych emocji, wątpliwości.

Młoda para, jak i większość jej rodziny, niekoniecznie „lubi się” z kościołem. Chce jednak złożyć przysięgę przed Bogiem. To skłania mnie do refleksji, czy taki wybór ma sens, jeśli na co dzień nie praktykują, nie chodzą co niedziela na mszę itp. Ja absolutnie ich nie oceniam. Zastanawia mnie tylko, czy taka uroczystość jest uczciwa, jeśli nie idzie za nią światopogląd.

Kapłan w pewnym momencie na przykład zapyta, czy chcą po katolicku wychować dzieci. Jak tu uczciwie odpowiedzieć, że tak, skoro sami nie praktykują? Skoro nie mają relacji z Bogiem, jak ją pokażą dzieciom? To jest trudne nawet wtedy, kiedy ma się tę relację, ale dzieci z różnych powodów nie chcą jej kontynuować.

Sama bardzo często zadaję sobie pytanie, czy wypełniłam to zobowiązanie, czy włożyłam wystarczająco dużo wysiłku, by moje dzieci miały możliwość rozwoju swojej relacji z Bogiem. Przyznam szczerze, że miałam sobie niejedno do zarzucenia. Nie chcę jednak już wpędzać siebie w poczucie winy. Wiem teraz, że zrobiłam tyle, ile umiałam w tych różnych momentach, kiedy pokazywałam im wiarę, Boga, Jego miłość. Inaczej nie potrafiłam. I nie potrafię, dlatego robię to tak, jak umiem najlepiej. Efekty może nie powalają, ale piękne jest, kiedy nie doświadczam wyśmiewania i przytyków do moich praktyk religijnych, ale nawet niejakie zrozumienie, szacunek i akceptację.

Wracając do ślubowania w kościele… Dla mnie uczciwie by było przemyśleć, czy ja rzeczywiście jestem gotowa/gotowy do wypełnienia zobowiązań związanych z katolickim ślubem. Szczególnie tych związanych z otwarciem na życie i wychowanie w duchu katolickim. I sądzę, że jeśli narzeczeni naprawdę dobrze by przemyśleli pytania, które zostaną im zadane jeszcze przed złożeniem przysięgi, mogłoby się okazać, że nie do końca się zgadzają, choć mówią „chcemy”. Nie mówię tylko o tej konkretnej parze, to samo może dotyczyć każdego chcącego przyjąć ślub w Kościele Katolickim.

Czy nie uczciwiej jest pójść do urzędu i tam złożyć przysięgę, podpisać kontrakt? Też zobowiązuje, ale chyba łatwiej być ze sobą w zgodzie? I żeby było jasne – nie preferuję tylko tej formy zawierania małżeństwa, zadaję jedynie pytania.

Nie jestem gotowa, by napisać o kilku innych aspektach związanych z tą uroczystością, szczególnie jeśli chodzi o reakcje kapłana i rodziny. Myślę jednak, że jeśli brakuje spójności między czynami a światopoglądem i duchowością, to brakuje też uczciwości. Stąd tyle kontrowersji i niepokojów.

Wierzę, że młodzi realizują swoją potrzebę potwierdzenia związku, prawnego usankcjonowania go. Cieszą się, denerwują, oczekują – i to wszystko jest piękne.

Życzę im z całego serca, by byli szczęśliwi i by Bóg im pobłogosławił.

Nie ograniczaj Mnie!

„Nie ograniczaj Mnie”!
 
Te słowa ciągle powracają. Ilekroć próbuję coś z Bogiem ugadać, po ludzku „ugrać”, On mi to samo – nie ograniczaj Mnie… Ostatnio bardzo prosiłam o cud w sprawie mieszkania, cudu nie było – przynajmniej nie w mojej wersji. Wiem jednak, że zrobiłam co w mojej, ludzkiej, mocy możliwe, by cudowi dopomóc. I kiedy nic nie wyszło, usłyszałam – „nie ograniczaj Mnie”. On daje, nieustannie. Jest Bogiem, który Jest – tu i teraz, tuż obok mnie, w tym wszystkim, co przeżywam, jeśli mu tylko pozwolę.*
Jednocześnie dotarło do mnie, że to podobnych słów mogę użyć w stosunku do siebie – „nie ograniczaj siebie”. To znaczy – myśl dobrze o sobie, zatroszcz się, pomyśl, jak możesz uczynić swoje życie lepszym i bardziej wartościowym, i jak takim uczynić życie innych, twoich bliskich. To znaczy – miej kontakt z tym, co w tobie żywe, prawdziwe – Boże. Tak proste i tak trudne to zarazem.
 
*Zainteresowanych odsyłam do konferencji ojca Adama Szustaka „Targ zamknięty”.

Bez tytułu…

W Ewangelii Jezus dziś idzie do swoich. Do Nazaretu. Oni widzą w Nim tylko kogoś, kogo znali od dzieciństwa. Widzieli, jak biega, skacze, bawi się, uczy itp. Nie potrafią w Nim ujrzeć Nauczyciela, Syna Boga. Nie mieści się w ich schemacie. On jednak nie przyjmuje ich sądów, opinii o sobie. Nie zniechęca się, nie roztrząsa ich, nie załamuje się. Wie po co przyszedł, zna swą wartość, zna cel swego życia. Pragnie uzdrawiać i przychodzi z darem nowego życia, ale one nie zostają przyjęte. Co robi? Idzie dalej, do innych, chcących przyjąć Miłość i jej dary. Niczego nie traci, ma nieskończone zasoby dobra i nim się dzieli, a kiedy się dzieli i inni przyjmują, to ono się pomnaża.
Jezus chce mieć relację, nie rację  A jeśli tej relacji ktoś nie chce, idzie dalej szukać takich, którym na relacji zależy…

NVC. O języku serca <3

W życiu przychodzą chwile rozterek, chwile troski, lęku, miłości i radości i wiele, wiele innych. Wszystko to jest, „przydarza się”. Ale za każdym razem mam wybór – jak przeżyję to, co mi się zdarza. Wszystko przychodzi, pobędzie ze mną i odejdzie, by zrobić miejsce nowemu. I tak ciągle – od narodzin po śmierć. To refleksyjny wstęp, teraz sedno 😉
Ostatnie tygodnie najeżone były najróżniejszymi zmaganiami – w pracy, w domu, w codziennym życiu. Czerwiec obfitował w kolejne rzeczy do zrobienia „na już” albo „na wczoraj”. A ostatnie dwa tygodnie roku szkolnego to był wręcz maraton – by zdążyć ze wszystkim. Przypłaciłam to dwutygodniowym odreagowaniem z mało fajnymi objawami wzmożonego obniżenia nastroju, migrenami i problemami żołądkowymi. dlaczego? Ponieważ nie byłam dla siebie zbyt dobra, nie zatroszczyłam się o odpoczynek i pozwoliłam, by pogoń, by ze wszystkim zdążyć stałą się najważniejsza…
W tym gorącym czasie miałam jednak ogromne szczęście uczestniczyć w warsztatach „Ja – zrozumieć siebie”. Porozumienie bez przemocy. Bóg zatroszczył się, bym dostała na nie wolne w pracy i jeszcze kasę mi oddali – no bo to w ramach podnoszenia kwalifikacji 😉 Oczywiście jest to prawdą, ale gdybym złamanego grosza nie dostała i tak bym na nie pojechała.
Nie będę się rozwodzić nad całą metodą Porozumienia (NVC), zainteresowani znajdą wszystko na stronie https://du-t.com, łącznie z literaturą. Mnie w Porozumieniu urzekła jedna z podstawowych zasad – w kontaktach z ludźmi chcesz mieć rację czy relację? I może jeszcze druga – ludzie to, co robią, robią najlepiej, jak w danym potrafią, gdyby umieli lepiej, zrobiliby to lepiej. W zasadzie jestem bardzo zainteresowana tym sposobem porozumiewania się i mam nadzieję (postanawiam!), że nauczę się, jak używać go najlepiej. We wrześniu wybieram się na ciąg dalszy.
Język NVC nazywany jest językiem serca albo językiem życia. Twórca – Marshall Rosenberg – zauważył, że obserwując, nazywając swoje uczucia i potrzeby i wyrażając prośbę, jesteśmy w stanie osiągnąć rzeczywistą nić porozumienia, relacji z innymi, a nasze potrzeby mogą być wzajemnie zaspokojone. Warunkiem są: otwarte serce, życzliwość dla siebie i drugiego człowieka oraz umiejętne wyrażanie obserwacji, uczuć, potrzeb i próśb.
Marzy mi się szkoła zbudowana w oparciu o relacje a nie racje. Marzy mi się moje życie zbudowane w oparciu o język serca – przecież na tym polega miłość bliźniego… Praca to trudna, ale bardzo „opłacalna”.
Myślę, że pragnienie mojego serca, by wziąć udział w tym warsztatach było tchnieniem Ducha. Wszystkie przeciwności zostały usunięte, modlitwy wysłuchane, czas błogosławiony, a owoce przychodzą i niewątpliwie przyjdą kolejne. Wierzę, że Bóg jest dobry i jako dobry objawia się we wszystkim, co służy zbudowaniu.
Pamiętaj – racja czy relacja? Wybór masz zawsze i zawsze jest Twój, podobnie jak jego konsekwencje 🙂