Ślub, uczciwość, błogosławieństwo…

Zbliża się pewien ślub, na którym jestem zaproszona. Czuję się wyjątkowo nerwowa. Lubię śluby. Z tym jednak związane jest dużo różnych emocji, wątpliwości.

Młoda para, jak i większość jej rodziny, niekoniecznie „lubi się” z kościołem. Chce jednak złożyć przysięgę przed Bogiem. To skłania mnie do refleksji, czy taki wybór ma sens, jeśli na co dzień nie praktykują, nie chodzą co niedziela na mszę itp. Ja absolutnie ich nie oceniam. Zastanawia mnie tylko, czy taka uroczystość jest uczciwa, jeśli nie idzie za nią światopogląd.

Kapłan w pewnym momencie na przykład zapyta, czy chcą po katolicku wychować dzieci. Jak tu uczciwie odpowiedzieć, że tak, skoro sami nie praktykują? Skoro nie mają relacji z Bogiem, jak ją pokażą dzieciom? To jest trudne nawet wtedy, kiedy ma się tę relację, ale dzieci z różnych powodów nie chcą jej kontynuować.

Sama bardzo często zadaję sobie pytanie, czy wypełniłam to zobowiązanie, czy włożyłam wystarczająco dużo wysiłku, by moje dzieci miały możliwość rozwoju swojej relacji z Bogiem. Przyznam szczerze, że miałam sobie niejedno do zarzucenia. Nie chcę jednak już wpędzać siebie w poczucie winy. Wiem teraz, że zrobiłam tyle, ile umiałam w tych różnych momentach, kiedy pokazywałam im wiarę, Boga, Jego miłość. Inaczej nie potrafiłam. I nie potrafię, dlatego robię to tak, jak umiem najlepiej. Efekty może nie powalają, ale piękne jest, kiedy nie doświadczam wyśmiewania i przytyków do moich praktyk religijnych, ale nawet niejakie zrozumienie, szacunek i akceptację.

Wracając do ślubowania w kościele… Dla mnie uczciwie by było przemyśleć, czy ja rzeczywiście jestem gotowa/gotowy do wypełnienia zobowiązań związanych z katolickim ślubem. Szczególnie tych związanych z otwarciem na życie i wychowanie w duchu katolickim. I sądzę, że jeśli narzeczeni naprawdę dobrze by przemyśleli pytania, które zostaną im zadane jeszcze przed złożeniem przysięgi, mogłoby się okazać, że nie do końca się zgadzają, choć mówią „chcemy”. Nie mówię tylko o tej konkretnej parze, to samo może dotyczyć każdego chcącego przyjąć ślub w Kościele Katolickim.

Czy nie uczciwiej jest pójść do urzędu i tam złożyć przysięgę, podpisać kontrakt? Też zobowiązuje, ale chyba łatwiej być ze sobą w zgodzie? I żeby było jasne – nie preferuję tylko tej formy zawierania małżeństwa, zadaję jedynie pytania.

Nie jestem gotowa, by napisać o kilku innych aspektach związanych z tą uroczystością, szczególnie jeśli chodzi o reakcje kapłana i rodziny. Myślę jednak, że jeśli brakuje spójności między czynami a światopoglądem i duchowością, to brakuje też uczciwości. Stąd tyle kontrowersji i niepokojów.

Wierzę, że młodzi realizują swoją potrzebę potwierdzenia związku, prawnego usankcjonowania go. Cieszą się, denerwują, oczekują – i to wszystko jest piękne.

Życzę im z całego serca, by byli szczęśliwi i by Bóg im pobłogosławił.

2 thoughts on “Ślub, uczciwość, błogosławieństwo…

  1. Ppp

    Sens:
    W Polsce jest około 10% ludzi mocno wierzących, ale tylko 1% zdecydowanych ateistów. Pozostałe 89% podchodzi do sprawy zdroworozsądkowo i z uprzejmości dla tych 10% decyduje się na ślub kościelny – „żeby babcia nie płakała”. Jest to sen świętego spokoju, czyli bardzo duży.
    Uczciwość:
    Uczciwość nie wyklucza zdrowego rozsądku. Jeśli opcja najbardziej uczciwa grozi silnym konfliktem, lepiej dążyć do zgody. Z opisu wynika, że młodzi nie są „wrogami wiary”, lecz raczej obojętni religijnie – zatem koszt dla nich nie jest duży.
    „Wiem, że zrobiłam, ile umiałam”:
    Zatem nie rób sobie wyrzutów. Jeśli starania nie były skuteczne, wina leży gdzie indziej, lub w ogóle nie istnieje.
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *