NVC. O języku serca <3

W życiu przychodzą chwile rozterek, chwile troski, lęku, miłości i radości i wiele, wiele innych. Wszystko to jest, „przydarza się”. Ale za każdym razem mam wybór – jak przeżyję to, co mi się zdarza. Wszystko przychodzi, pobędzie ze mną i odejdzie, by zrobić miejsce nowemu. I tak ciągle – od narodzin po śmierć. To refleksyjny wstęp, teraz sedno 😉
Ostatnie tygodnie najeżone były najróżniejszymi zmaganiami – w pracy, w domu, w codziennym życiu. Czerwiec obfitował w kolejne rzeczy do zrobienia „na już” albo „na wczoraj”. A ostatnie dwa tygodnie roku szkolnego to był wręcz maraton – by zdążyć ze wszystkim. Przypłaciłam to dwutygodniowym odreagowaniem z mało fajnymi objawami wzmożonego obniżenia nastroju, migrenami i problemami żołądkowymi. dlaczego? Ponieważ nie byłam dla siebie zbyt dobra, nie zatroszczyłam się o odpoczynek i pozwoliłam, by pogoń, by ze wszystkim zdążyć stałą się najważniejsza…
W tym gorącym czasie miałam jednak ogromne szczęście uczestniczyć w warsztatach „Ja – zrozumieć siebie”. Porozumienie bez przemocy. Bóg zatroszczył się, bym dostała na nie wolne w pracy i jeszcze kasę mi oddali – no bo to w ramach podnoszenia kwalifikacji 😉 Oczywiście jest to prawdą, ale gdybym złamanego grosza nie dostała i tak bym na nie pojechała.
Nie będę się rozwodzić nad całą metodą Porozumienia (NVC), zainteresowani znajdą wszystko na stronie https://du-t.com, łącznie z literaturą. Mnie w Porozumieniu urzekła jedna z podstawowych zasad – w kontaktach z ludźmi chcesz mieć rację czy relację? I może jeszcze druga – ludzie to, co robią, robią najlepiej, jak w danym potrafią, gdyby umieli lepiej, zrobiliby to lepiej. W zasadzie jestem bardzo zainteresowana tym sposobem porozumiewania się i mam nadzieję (postanawiam!), że nauczę się, jak używać go najlepiej. We wrześniu wybieram się na ciąg dalszy.
Język NVC nazywany jest językiem serca albo językiem życia. Twórca – Marshall Rosenberg – zauważył, że obserwując, nazywając swoje uczucia i potrzeby i wyrażając prośbę, jesteśmy w stanie osiągnąć rzeczywistą nić porozumienia, relacji z innymi, a nasze potrzeby mogą być wzajemnie zaspokojone. Warunkiem są: otwarte serce, życzliwość dla siebie i drugiego człowieka oraz umiejętne wyrażanie obserwacji, uczuć, potrzeb i próśb.
Marzy mi się szkoła zbudowana w oparciu o relacje a nie racje. Marzy mi się moje życie zbudowane w oparciu o język serca – przecież na tym polega miłość bliźniego… Praca to trudna, ale bardzo „opłacalna”.
Myślę, że pragnienie mojego serca, by wziąć udział w tym warsztatach było tchnieniem Ducha. Wszystkie przeciwności zostały usunięte, modlitwy wysłuchane, czas błogosławiony, a owoce przychodzą i niewątpliwie przyjdą kolejne. Wierzę, że Bóg jest dobry i jako dobry objawia się we wszystkim, co służy zbudowaniu.
Pamiętaj – racja czy relacja? Wybór masz zawsze i zawsze jest Twój, podobnie jak jego konsekwencje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *