Łaska i choroba

Choroba jest stanem, który nie należy do moich ulubionych. Jestem chora. Niby nic nadzwyczajnego – trochę gorączki, trochę bólu gardła, ogólne osłabienie i ból całego ciała. Wyłączyło mnie to wszystko jednak z życia, z pracy.

Każda słabość, niedomaganie jest dla mnie trudnym doświadczeniem. Pokazuje mi bowiem moją potrzebę kontrolowania i niezależności. A tu nic, nie da się kontrolować i być niezależnym, jak się leży, kicha, kaszle i czuje łamanie w ciele… Dziś jest już o wiele lepiej. Mogłam się podnieść, przespacerowałam się z psem, na chwilę byłam po zakupy. Wiem, powinnam leżeć. Ale nie umiem. Leżenie wyciąga ze mnie wszystkie sił, a mam ich teraz naprawdę niewiele. Dawno nie czułam takiej niemocy, takiej słabości fizycznej i psychicznej właściwie też.

Wstałam więc, ogarnęłam się trochę. Udało mi się nawet w komfortowych warunkach – pod kocykiem, sprawdzić różne wytwory intelektualne moich uczniów. Rodzi się jednak we mnie pytanie – czy to mieści się w jakiejś normie? Teoretycznie czas choroby powinien służyć mojej rekonwalescencji. A mi do czego służy? Nadrabiania zaległości w sprawdzaniu? Co zrobiłam dla siebie, żeby mi było lepiej, zdrowiej? Obejrzałam sobie „Podróż na sto stóp” – szczerze polecam. Czytałam książkę i bardzo mi się podobała, ale i film mnie nie rozczarował 🙂 A poza tym? Wyspałam się, wygrzałam. Porozmyślałam. Odwiedziła mnie H., której nie widziałam już bardzo dawno.

Zabrakło mi jednak ciszy w sercu, spokoju i spotkania z Nim, z Bogiem. On zna chorobę, uzdrowił córkę Jaira, kobietę cierpiącą na krwotok i wielu innych. Uzdrawiał ciało i duszę. Myślę, że we mnie, pomimo ostatnich zewnętrznych objawów, choruje bardziej dusza. To ona potrzebuje uzdrowienia, ukojenia w ramionach Miłosiernego. Może to własnie mam odkrywać w tym czasie swojej niemocy? Może o tym mam myśleć, to oddawać i poddawać się płynącej strumieniami łasce? Niech tak się stanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *