O relacjach różnorakich

Relacje w życiu po prostu są. Nawet jeśli ich nie chcemy, to i tak najpierw musi być kontakt, by móc potencjalną znajomość odrzucić. To zdanie odnosi się także do relacji z sobą samym – bo siebie też mogę przecież odrzucić…

Zastanawia mnie, dlaczego tak trudno podejmować trud budowania, wchodzenia, trwania w relacjach. Skąd bierze się lęk przed bliskością? Psychologowie powiedzą, że wszystko ma źródło w dzieciństwie. Zgadzam się. Tylko, że jestem dorosła, w głowie sobie poukładam, wytłumaczę wszystko, ale serce nadal się boi, ucieka i nie pozwala na bliskość.

Bycie w relacji oznacza bycie tu i teraz, bycie blisko siebie samego i blisko drugiego. Może kluczem więc jest być blisko siebie? Przyglądanie się sobie z uwagą, odkrywanie, kim jestem, czego pragnę, czego się boję, jakie są moje możliwości, czego nie chcę, a co chcę, co lubię, czego ie lubię… No i wreszcie – co mi się w sobie nie podoba, co robię gorzej niż bym mogła, w czym upadam. Myślę, że przyznanie się do tego, kim jestem, jak żyję i zgoda na to, są najlepszym sposobem na bycie w zgodzie ze sobą i z Bogiem.

Kiedy uwierzę, że jestem kochana, zaakceptowana, kiedy zobaczę i „poczuję” miłość Boga, łatwiej mi z miłością spojrzeć na siebie samą, łatwiej być miłosierną dla siebie. W konsekwencji prowadzi to do życzliwego i miłosiernego patrzenia na innych.

Prawda o sobie może boleć, może przytłaczać, ale w kontekście Bożej miłości okazuje się pyłkiem. Bo ta miłość pochłania niedoskonałość, ból, cierpienie i grzech. Skoro mój Stwórca mnie nie odrzuca, dlaczego mam odrzucać samą siebie, dlaczego mam patrzeć nieżyczliwie na siebie, a konsekwencji również na drugiego człowieka? Bo zło będzie mi próbowało mówić, że nie zasługuję, że to za proste. Ale Bóg tak właśnie to wymyślił. Nie zaczyna od: „jesteś grzesznikiem”, ale od: „kocham cię”. Właśnie dlatego, że jesteś grzesznikiem, Ja daję ci moją miłość, żebyś uwierzył w swoją wartość, żebyś uwierzył w wartość drugiego człowieka, w to że on tez jest kochany…

Trud budowania relacji pozostaje, także w tej chyba najtrudniejszej – z samym sobą. Myślę, że pozwalając kochać się Bogu, pozwalam kochać się sama sobie, a to prowadzi do kochania drugiego człowieka, do uważności, życzliwości i bliskości.

 

Jakby nie spojrzeć, wszystko i tak sprowadza się do Początku, do Niego, Jego miłości.

Mogę tylko życzyć sobie i Wam cierpliwości, odwagi, wytrwałości i życzliwości w budowaniu wszelkich relacji 😀

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *