Dzienne archiwum: 28 września 2014

To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie…

Tytuł wpisu pochodzi z księgi Koheleta. Ostanie czytania tygodnia były przez tego autora zdominowane.

Zaczęło się od przemijania. Marność nad marnościami (por. Koh 1,2-11) mówi, zatem nie ma sensu zabieganie o teraźniejszość, o dobrobyt, nie warto się trudzić? Bo tak jak słońce wschodzi i zachodzi, tak człowiek rodzi się i umiera… Jednak życie jest wyzwaniem. Chcę je PRZEŻYĆ, a nie przejść obok niego. Mimo upadków, lęków, frustracji i marudzenia, chcę widzieć piękno, miłość, dobro i chcę wierzyć, że moje życie nie jest przypadkiem… Myślę, że Kohelet zachęca do równowagi, do mądrego korzystania z życia, bez hedonizmu i popadania w skrajności. Wszystko jest marnością – w obliczu Bożej Miłości, Jego Miłosierdzia i Jego zamysłów wszystko blednie. Kohelet pokazuje raczej, jak sądzę, perspektywę, z której mam patrzeć na świat – Bożą perspektywę.

Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami (por. j.w.). Kolejny cytat z Koheleta. Dlaczego zatem tak usilnie staram się dobrać słowa, dlaczego staram się oddać wszystko, co wytworzy się w mojej głowie, w myślach, w sercu? Chcę być zrozumiana. A może bardziej sama siebie chcę zrozumieć? Co zrobić, kiedy wszystko staje się wysiłkiem? Każdy dzień, pójście do pracy, wykonywanie codziennych obowiązków, myślenie, bycie z ludźmi, z samą sobą? Bywa, że te czynności stają się ponad siły, ponad możliwości percepcji i wytrzymałości. Wtedy próbuję opowiedzieć to samej sobie, żeby wziąć się w garść, żeby coś pojąć. Ma rację autor powyższego cytatu – słowami nie da się wyjaśnić wszystkiego. Nawet jeśli wypowiem myśli i uczucia, to dla słuchającego moje słowa mogą znaczyć coś zgoła innego niż dla mnie.

To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem (j.w.). Niezależnie od czasów, rozwoju cywilizacji, postępu itp. itd., serce człowieka jest takie samo. Tak samo odczuwał nienawiść i miłość człowiek 4000 lat temu i tak samo doświadcza ich współcześnie. Zmieniają się media, sposób podróży, wyposażenie naszych mieszkań, ale to, co najgłębsze się nie zmienia.

Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem… (por. Koh 3,1-11). I dalej następuje wyliczenie przeciwieństw. Czy umiem czekać na odpowiedni czas? Czy zgadzam się na tę niezmienną przemienność losu, życia, czasu? Trudno mi się pogodzić z taką wizją zaproponowaną przez Koheleta. Niecierpliwość, brak pokory często biorą górę nad zaufaniem, że wszystko ma swój czas… Wolałabym czasami po swojemu poukładać, nie czekać na Bożą odpowiedź. A przecież wiem już doskonale, że to się zwyczajnie nie opłaca… Takie „wychodzenie przed szereg” rodzi zbyt wiele bólu, zbyt wiele krzywd, łamie ducha i serce. Wiem, bo to przeżyłam.

Odchodząc od Koheleta – we wczorajszej Ewangelii Jezus powiedział, że będzie wydany w ręce ludzi (Łk 9,43b-45). Uczniowie nie pojęli tego, ale bali się zapytać. Zadziwia mnie, że byli z Nim tak blisko, tyle widzieli i doświadczyli, a mimo to, był w nich lęk. Co więcej, myślę, że Jezus doskonale wiedział o tym problemie swych uczniów. Zostawił ich jednak z wątpliwościami.

Sądzę, że teraz jest podobnie. Myślę, że Jezus chętnie odpowie na moje pytania – pod warunkiem, że Mu je zadam. Że odważę się zapytać i nastawię się, że może mi odpowiedzieć również przez osoby, po których najmniej się tej odpowiedzi spodziewam – to tak odnośnie dzisiejszej Ewangelii (Mt 21,28-32). W końcu, skoro sam uniżył siebie „przyjąwszy postać sługi” (por Flp 2,1-11), dlaczego nie miałby i mnie tego nauczyć?