Miłosierdzie w praktyce

Myślę sobie o miłosierdziu i o tym, jak uparcie nie umiem go przyjmować. Wiem, że to pycha – grzech pierwszy z siedmiu. Jak to właściwie jest? Jezus przecież już umarł i zmartwychwstał, „skreślił dłużny list”. Nie ma powodu, dla którego ja miałabym sama umierać na krzyżu. On już to wykonał! Dlaczego zatem uparcie chcę coś zrobić, zasłużyć na miłosierdzie, na zbawienie i powiedzieć: „zobacz, udało mi się, fajna jestem!”. Przecież Bogu nie o to chodzi. On czeka z otwartymi ramionami, ciągle, nieustannie i mówi – ukochałem cię odwieczną miłością, nie bój się, wezwałem cię po imieniu, jesteś mój! (por. Jr 31,3, Iz 43,1). Zrobił już wszystko. Skąd w człowieku ten lęk przed przyjmowaniem miłości, miłosierdzia, dobra? Wszystko niby wiem, a nic nie wiem :/ Hamuje mnie grzech. I myślenie, że jeśli coś dobrego uczynię, to dostanę więcej, będę lepsza i bardziej przygotowana na spotkanie z Panem.

Zupełnie jak w dzisiejszej Ewangelii (Mt, 20,1-16a). Każdy robotnik umówił się na jednego denara. Niezależnie od której godziny zaczęli pracę, równo ją skończyli i dostali taką samą zapłatę. Zbawienie. Nieważne jak bardzo będę się starać, dostanę tyle samo, co ten, który nie stara się zasługiwać, lecz z wdzięcznością i radością przyjmuje to, co jemu, jako dziecku Bożemu, się należy.

Miłosierdzie w praktyce, to nieustanne dawanie szansy – moim bliźnim i sobie samej. Może przede wszystkim sobie samej.

Nie zadręczaj się, nie wypominaj swoich grzechów, nie rozpamiętuj, że coś się wydarzyło „tak a nie siak”. Wybaczaj. Wybaczaj. Wybaczaj.

Ania W. wczoraj uświadomiła mi jeszcze jedno – kiedy miłosierny Ojciec wybiegł na spotkanie marnotrawnego syna, nie zadał mu żadnego pytania, nie wypomniał mu żadnej winy. Przytulił, nakarmił, dał pierścień. Spróbuj tak potraktować swoich bliźnich i siebie 🙂 Ja próbuję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *