Dzienne archiwum: 19 sierpnia 2014

Moje bogactwa

Mój czas, moje dzieci, moja praca, moje pieniądze, mój porządek, moje sprzątanie i pewnie wiele innych „mój, moje”… To wszystko jest moim bogactwem a jednocześnie i moją biedą. Przywiązaniem, które powstrzymuje od pójścia krok dalej; zniewoleniem niedającym Bogu szansy. Bo ja, wpatrzona we wszystkie odmiany „mojego”, nie widzę nic poza, nie dostrzegam wyciągniętej ręki chcącej mnie podtrzymać, kiedy już tonę przywalona „moimi”. Chcę swojego człowieczeństwa, nie czekam, aż się go wyzbędę, ale ono samo może mnie zabić. Potrzebuję w tym „moim” mądrości Stwórcy, Jego miłości i miłosierdzia, bo inaczej bałagan będzie…

Podczas dzisiejszej rozmowy z Anią W. zrozumiałam, że nawet błahostki, do których jestem przywiązana, mogą być bogactwem młodzieńca z Ewangelii – moim bogactwem. Zrozumiałam, że dzisiejsze wydarzenia (a dzień nie należał do spokojnych, bo miałam kilka „ważnych spraw” do załatwienia) i moje reakcje na nie, były wynikiem zapatrzenia w siebie. Obawą o siebie. Niepotrzebne łzy, stres, ból głowy i w klatce. Dobrze, że pomyślałam (dzięki za Ducha Św.!), żeby iść przed Najświętszy Sakrament. Powierzyłam Jezusowi swoje kolejne kroki, bo chwilę wcześniej zdążyłam porządnie się zdenerwować. On rozwiązał to, co było dla mnie w tamtej chwili nierozwiązalne i wskazał, co najpierw mam załatwić, a następnie odwiedzić Anię W. Posłuchałam tym razem. Kiedy oddałam Mu „bogactwo” samodzielnego załatwiania i przede wszystkim zamartwiania się, On dał mi dobrych ludzi, którzy pomogli i uspokoili mnie, podobnie zadanie miała Ania – uspokoiła moje obawy.

Moim bogactwem (i biedą) jest też pycha. Wiem, że dzisiejsze zdarzenia miały mi ją pokazać. Bo gdybym wszystko załatwiła sama… Nie ma sensu wątku ciągnąć, bo chyba koniec jest jasny…

Kiedy tak nad tymi „moimi” rozmyślam, przypominam sobie wiersz Tadeusza Różewicza „List do ludożerców”:

Kochani ludożercy
nie patrzcie wilkiem
na człowieka
który pyta o wolne miejsce
w przedziale kolejowym

zrozumcie
inni ludzie też mają
dwie nogi i siedzenie

kochani ludożercy
poczekajcie chwilę
nie depczcie słabszych
nie zgrzytajcie zębami

zrozumcie
ludzi jest dużo będzie jeszcze
więcej więc posuńcie się trochę
ustąpcie
kochani ludożercy
nie wykupujcie wszystkich
świec sznurowadeł i makaronu
nie mówcie odwróceni tyłem:
ja mnie mój moje
mój żołądek mój włos
mój odcisk moje spodnie
moja żona moje dzieci
moje zdanie

Kochani ludożercy
Nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę

cytat za: https://www.wiersze.annet.pl/w,,13886

Spojrzeć poza moje bogactwo i moją biedę i zobaczyć Tego, dzięki któremu to wszystko mam…

Chcę zmartwychwstać 🙂