Prawda o miłości Bożej

Kim jestem? Dzieckiem Boga. Umiłowanym dzieckiem. Próbuję pozwolić tej prawdzie przebić się przez mury przyzwyczajeń, nawet tych pobożnych, przez lęki i obawy, przez przywyknięcie do niej. Bo czymże jest ów fakt głoszony na różne sposoby od wielu lat w moim życiu? Prawdą – oczywiście. Ale czy tylko? Nie wiem. Myślę, że również pytaniem zadawanym samej sobie.

Nie sądzę, żebym w pełni pozwoliła tej wiadomości rozgościć się w sercu. Owszem, wiem, że jest to informacja prawdziwa, ale bywają chwile, kiedy jest to prawda istniejąca gdzieś „z tyłu mojej głowy”. Mój Bóg jest potężny, większy od wszelkich problemów i lęków, otacza miłością, doświadczam Jego troski, opieki, ale pojawia się i jakieś „ale”…

Taki stan rzeczy podkreśla zapewne zasadę nawracania się przez całe życie, nieustającego napełniania się Duchem Świętym, Bożą miłością i błogosławieństwem. Tylko dlaczego jest to tak trudne?! Dlaczego ciągle na nowo muszę podejmować trud nawracania, przebaczania, dlaczego nie wystarczy zrobić tego raz a dobrze? Ano pewnie dlatego, że grzesznikiem jestem. Odkupionym już, ale jednak grzesznikiem. Niby przebaczyłam, niby zaufałam, niby jestem blisko Ojca Niebieskiego, niby grzechy wyznałam, już wydaje mi się, że teraz to pójdzie już „z górki”, a tu nic z tego!

I przyznać muszę – przekonuję się nieustannie, że poznawania Bożej miłości, uznawania swojej grzeszności, przyjmowania przebaczenia od Zbawiciela, uznawania Jezusa za Pana każdej sytuacji, doświadczania mocy Ducha Świętego i trwania we wspólnocie nigdy dosyć.

Po ludzku czuję się tym zmęczona, zniecierpliwiona i czasami zniechęcona. Wiem jednak, że prawda o Bożej miłości jest taka, że Bóg z tym wszystkim, co wyżej wymieniłam i tak mnie kocha. Czeka, aż się wykrzyczę, wypłaczę i przyjdę do Niego, uznam swą winę, a Jego miłość mnie przemieni po raz kolejny… Myślę, że tu wypełnia się Słowo: W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem Ef 1,4. Dalej jest mowa, że wybrał nas, żebyśmy czynili rzeczy, do których nas przeznaczył przed założeniem świata.

Podziwiam Boga za Jego cierpliwość i miłosierdzie. Bóg kocha, akceptuje, czeka, otula, troszczy się, a ja czasami przypatruję się temu z boku, zamiast odpowiedzieć miłością i wdzięcznością. Miłość Boga daje mi wolność, a z drugiej strony przyciąga jak więzy (0z 11,4). Przemienia mnie, kiedy pozwolę działać, a im bardziej powalam, tym bliżej Niego jestem. I tak bez końca.

Miłość Boża to proces. Odkrywana powoli albo doświadczana niespodziewanie i mocno, rozpoczyna dynamiczny proces przemiany, której efekt wiadomy jest tylko Bogu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *