Macierzyństwo

Bycie matką to błogosławieństwo, dar, radość itd. itp…. Czasami zastanawiam się, gdzie ja w tych wszystkich wzniosłych wartościach się zgubiłam. Gdzie są one, a gdzie ja?

Bywają dni, że nie umiem spojrzeć na moich synów jak na dar od Boga, jak na błogosławieństwo. Nie należą do tzw. „łatwych” dzieci. Zdarza się, że odbieram ich jako krnąbrnych, problemowych, czasami chamskich i raniących. A ja muszę ich wychować, dać im dobry start w dorosłość, nauczyć odpowiedzialności, obowiązkowości i tego wszystkiego, co sprawi, że odnajdą się w świecie. Chciałabym, żeby byli szczęśliwi. Dopiero skończył się okres wzmożonego buntu starszego, a zaczął się u młodszego. Kolej rzeczy, wiem. Zadaję sobie jednak pytanie – skąd oni tacy?

Dopada mnie frustracja, ale nie chcę się jej poddawać. Niemniej, uczucia pozostają, byle nie pozwolić im sobą rządzić…

Dani mi są na chwilę, na czas określony. Później pójdą swoją drogą. Jak być z nimi, cieszyć się ich życiem i nie zwariować, kiedy częściej mam wrażenie, że moje wysiłki spełzają na niczym, niż wydają dobre owoce?

Kiedyś usłyszałam słowa Małgosi Leśniewskiej (SNE Barnaba Poznań), że świat kradnie nam dzieci. Mówiła o tym przy okazji świadectwa swojego syna. Poruszyło mnie to i widzę, że tak jest. Ona ma rację. Walka ze światem jest nieustanna. Ja kontra świat wobec moich dzieci. Próba sił, wartości, uczuć. Ja mówię jedno, świat drugie – łatwiejsze i atrakcyjniejsze. Nie chcę ich stracić! Poruszam się często po omacku na mojej drodze wychowywania. Więcej tam pytań i wątpliwości niż pewnych rozwiązań. Pragnę, aby moi synowie byli szczęśliwi, aby byli prawymi ludźmi i żyli z Bogiem.

Czasami, będąc u kresu sił i wytrzymałości, wybucham. Sama staję się tą, która odpycha i rani. Ale są i takie chwile, kiedy zrzucam ciężar na Jezusa. Kiedy Jemu zadaję pytania – co dalej, co mam zrobić, jak zareagować? Dzieje się tak, jak w Ewangelii – „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie”. Mt 11,28-30. Bywa, że moje macierzyństwo jest jarzmem, brzemieniem wbijającym się w skórę, w serce, raniącym i powodującym bezsilność. Ale… jeśli oddaję to brzemię Jemu, to On daje mi swoje. To znaczy zmienia moją perspektywę patrzenia na macierzyństwo, na oddanie się dzieciom, na troskę o nie. Daje mi siły i rozbudza pomysły, jak sobie radzić w sytuacjach kryzysowych. Nie jest łatwo, brzemię pozostaje brzemieniem, ale to pobłogosławione brzemię. Przemienione mocą Jezusa. Jestem pokrzepiona, a moja dusza doznaje ukojenia.

Może na tym polega moje macierzyństwo? Na błogosławionym brzemieniu? Może fakt, że mogę oddać wszystkie troski Jezusowi, powinien stanowić o radości z faktu, ze jestem matką? Długa droga przede mną. Wierzę, że co dnia uczę się czegoś nowego o sobie i macierzyństwie. Kiedyś może zrozumiem sercem, jak wielkie błogosławieństwo mnie spotkało, na razie wie to mój rozum.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *