Skupienie a podświadomość i inne dywagacje.

Zastanawiam się, dlaczego niekiedy trwam w skupieniu całą Mszę czy modlitwę, a niekiedy rozprasza mnie przelatująca mucha. Taki stan dotyczy często również bardziej prozaicznych czynności: czytanie, prasowanie, spacer. Dziś nie mogę się zorganizować, nie umiem zebrać myśli w jedno i w skupieniu wykonać tego, co zamierzyłam. Nawet teraz, pisząc, myśli mam rozbiegane, szukam słów, które wyrażą to, co konkretnie chcę.
Czeka mnie niebawem ważna rozmowa z osobą, z którą rozmawiać nie umiem. Projektuję w wyobraźni, jaki może mieć przebieg, obmyślam słowa, które wypowiem i które usłyszę. Czy to ma sens? Jasne, warto wiedzieć, co chce się powiedzieć, ale przeżywanie i rozpamiętywanie rozmowy, która jeszcze nie miała miejsca, to już chyba przesada… Niby o niej staram się nie myśleć, niby odsuwam od siebie, ale ona czyha, wygląda zza rogu myśli i staję się jej niewolnikiem. To pewnie odpowiedź na pytanie: skąd rozproszenia?
Jakaż dziwna jest ludzka podświadomość! Potężna, fascynująca, nurtująca i straszna zarazem. Nie boję się jej, ale zaprzyjaźnić się z nią nie potrafię. Nie chcę, żeby determinowała moje działania, żeby mnie ograniczała. Szukam od lat odpowiedzi, jak działać odważnie, pewnie, mimo jej podszeptów i szpileczek, które mi wbija w mózg. Wiem, że nie jestem z nią sama; wiem, że Jest Ktoś, kto jest od niej potężniejszy i ją zwyciężył. Jezus. A na ile Mu ufam? Na ile korzystam z serca rozumnego zakładającego jedność i myśli i uczuć, a na ile próbuję oddzielić serce od rozumu? Oj bałagan, bałagan ciągle.
Męstwa i odwagi mi trzeba, spojrzenia z perspektywy Jezusa, Jego oczami, z zaufaniem, że to jest wizja prawdziwa. Wtedy wszystko będzie na swoim miejscu, a trudna rozmowa nie będzie powodować rozproszeń, lecz stanie się okazją do zaufania troskliwej Miłości Boga.
Teraz do dzieła – trzeba to przepraktykować 🙂

Zachęcam do posłuchania: https://www.youtube.com/watch?v=6RGcb7alSk0 😀

2 myśli w temacie “Skupienie a podświadomość i inne dywagacje.

  1. misjonarz

    Również zmagam się z rozproszeniami, jednak zachodzi pytanie o źródło i cel rozproszeń.
    Sprawa jest dziwnawa, ale rozgraniczyłbym rozproszenia nieistotne, czyli takie marzenia spontaniczne i rozproszenia istotne a zwłaszcza te nawiedzające nas w trakcie modlitwy.
    Te pierwsze, to po prostu nasza bujna wyobraźnia, która tak sobie czasem „pływa po oceanie działania i zrozumienia”. Natomiast drugie rozproszenia są już bardziej poważne, ponieważ rozproszenia w czasie modlitwy z reguły są pokusą, pokusami. Zachodzi pytanie co z nimi zrobić i wciąż robić ? To zależy, czasem trzeba im po prostu poszumieć, np. w myśl słów św. o. Pio „jeżeli wróg hałasuje wokół twojej woli, to jest dobry znak, bo znaczy, ze nie ma dostępu do tej woli”. Niech sobie hałasuje i przeszkadza, trzeba go olewać i tyle. Jednak czasem trzeba podjąć walkę, jeżeli jesteśmy kuszeni wprost. Dla mnie pokusy „wprost” są to po prostu pokusy z arsenału 7 a nawet 8 grzechów głównych. Staram się temu przyglądnąć i coś robić. Walka jest ciężka, bo nieprzyjaciel stosuje perfidne taktyki, np. w trakcie modlitwy pojawiają mi się myśli „co mógłbym wielkie uczynić dla Boga” ?, ale to rzadko częściej przypominają mi się moje przewinienia od ostatniej spowiedzi (czasem te odpuszczone i zapomniane, ale to rzadkość). Staram się olewać, inna sprawa, że nieprzyjaciel uderza we mnie poprzez ciało. Wydaje się to śmieszne, ale jak już zacznę się modlić to zaczyna się: kręcenie, swędzenie, myśli o poprawie komfortu cielesnego (brak bólu), lub coś co można by określić „obsesjami, kompulsjami” (specjalnie cudzysłów, bo nie są to kompulsje w pełni tego słowa znaczeniu). Uważam, że nieprzyjaciel chce mi przeszkodzić i powiem szczerze, że czasem to mu się udaje, jednak walka trwa i staram się go „powalać na ziemię” poprzez dokończenie modlitwy. Widać więc, że rozproszenia to nie tylko „psycha”, ale też duch i duchy, które dają znać. Ponadto czasem (dawniej częściej) w trakcie lub po modlitwie nawiedzał mnie Duch Święty i dawał coś co niejako rozpraszało, ale też dawało niezwykłe skupienie i „ciszę wewnętrzną” a właściwie coś co św. Ignacy nazwał „uspokojeniem w swym Stwórcu i Panie”.
    Wnioski – :-), nie da się uniknąć rozproszeń, bo nie da się uniknąć duchów, duchowości no i dlatego w naszym życiu jest tak dynamicznie, pytanie tylko w którą stronę skierujemy owy dynamizm ?

    Odpowiedz
    1. aniasarayu Autor wpisu

      Nie da się uniknąć rozproszeń – to fakt. Kierowanie dynamizmu, który one wprowadzają, w odpowiednią stronę wymaga nie lada samozaparcia. Rozpraszam się, ale mimo tego kieruję mój wzrok na Jezusa 🙂 i znów na Nim się skupiam, a później przychodzi kolejne rozproszenie i znów mój wzrok, moje myśli, moje sr=erce kieruję na Niego… I tak bez końca. Ale te „powroty” dają wzrost, a bez tego nie będzie doskonalenia. Tak myślę. Powodzenia w kierunkowaniu rozproszeń!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *