Dzienne archiwum: 13 lipca 2014

Skupienie a podświadomość i inne dywagacje.

Zastanawiam się, dlaczego niekiedy trwam w skupieniu całą Mszę czy modlitwę, a niekiedy rozprasza mnie przelatująca mucha. Taki stan dotyczy często również bardziej prozaicznych czynności: czytanie, prasowanie, spacer. Dziś nie mogę się zorganizować, nie umiem zebrać myśli w jedno i w skupieniu wykonać tego, co zamierzyłam. Nawet teraz, pisząc, myśli mam rozbiegane, szukam słów, które wyrażą to, co konkretnie chcę.
Czeka mnie niebawem ważna rozmowa z osobą, z którą rozmawiać nie umiem. Projektuję w wyobraźni, jaki może mieć przebieg, obmyślam słowa, które wypowiem i które usłyszę. Czy to ma sens? Jasne, warto wiedzieć, co chce się powiedzieć, ale przeżywanie i rozpamiętywanie rozmowy, która jeszcze nie miała miejsca, to już chyba przesada… Niby o niej staram się nie myśleć, niby odsuwam od siebie, ale ona czyha, wygląda zza rogu myśli i staję się jej niewolnikiem. To pewnie odpowiedź na pytanie: skąd rozproszenia?
Jakaż dziwna jest ludzka podświadomość! Potężna, fascynująca, nurtująca i straszna zarazem. Nie boję się jej, ale zaprzyjaźnić się z nią nie potrafię. Nie chcę, żeby determinowała moje działania, żeby mnie ograniczała. Szukam od lat odpowiedzi, jak działać odważnie, pewnie, mimo jej podszeptów i szpileczek, które mi wbija w mózg. Wiem, że nie jestem z nią sama; wiem, że Jest Ktoś, kto jest od niej potężniejszy i ją zwyciężył. Jezus. A na ile Mu ufam? Na ile korzystam z serca rozumnego zakładającego jedność i myśli i uczuć, a na ile próbuję oddzielić serce od rozumu? Oj bałagan, bałagan ciągle.
Męstwa i odwagi mi trzeba, spojrzenia z perspektywy Jezusa, Jego oczami, z zaufaniem, że to jest wizja prawdziwa. Wtedy wszystko będzie na swoim miejscu, a trudna rozmowa nie będzie powodować rozproszeń, lecz stanie się okazją do zaufania troskliwej Miłości Boga.
Teraz do dzieła – trzeba to przepraktykować 🙂

Zachęcam do posłuchania: https://www.youtube.com/watch?v=6RGcb7alSk0 😀